środa, 6 lutego 2013

przeznaczenie

Minęło kilka godzin odkąd ostatnia butelka wina stłukła się zostawiając po sobie huk, rozpryśnięte szkło przypominające drogocenne kamienie i plamę kolorem zbliżoną do krwi, nic nie było tak jak wcześniej ale o tym jeszcze nikt nie wiedział. W każdym z pokoi tego domu wypełnionego po brzegi dymem i zapachem przypominającym pijaczynę rankiem kiedy dochodzi do siebie i zaczyna rozpoznawać kolory i miejsca, znajdowały się zagubione dusze ludzi, śmiem twierdzić iż wolały by one uciec z tych marnych ciał dalej niż widzą. Leżąc w najdziwniejszych kątach pokoi, salonów, garażu, piwnic czy nawet na strychu przypominają lalki, którymi od dawna nikt się nie bawił i nie chciał tego robić, popsute i odrzucone, zastąpione lepszą zabawką, czekające aż ktoś je znajdzie i znowu weźmie je do zabawy, czekające na kogoś kto obdarzy je uczuciem i nie odpuści na krok, niczym małe beztroskie dziecko traktujące jak całe swoje życie, całe życie na które czekają...
Obudziła się i poczuła się jakby ktoś wlewał jej rozgrzane żelazo do gardła które spływa powoli i robi w przełyku ogromne dziury, minęło zaledwie kilka sekund odkąd otworzyła oczy a już żałowała że kilka godzin wcześniej pozwoliła zmęczeniu i pijackiemu tańcowi je zamknąć. Przetarła lekko dłonią powieki,podparła się na łokciach i uświadomiła sobie że zalewa ją pusta ciemność bez dna, próbując wstać szukając w ciemnościach dłońmi czegokolwiek przed sobą by znowu nie znaleźć się na podłodze. Omijając przeszkody uświadomiła sobie że jest w części domu w której nigdy przedtem nie była, potykając się kilka krotnie i po wielu próbach odnalezienia jakiegokolwiek wyjścia z tego pomieszczenia, znużona i pozbawiona nadzieji, powróciła do punktu wyjścia...usiadła na podłodze.
Próbowała przypomnieć sobie cokolwiek lecz jej umysł obejmowała przyćmiona amnezja nie pozwalająca na choćby resztki pamięci. Włożyła równocześnie obie ręce do kieszeni bluzy, i wtedy na jej twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech nadzieinie tracąc czasu na wiwaty i okrzyki radości wyciągnęła z kieszeni zapalniczkę próbuc wskrzesić w niej ogień dwukrotnie kręcąc krzesiwem, zobaczyła tylko setki iskier skaczących jak pchły po psiej sierści, za trzecim razem udało się, złocisty płomyk wydobył się z zapalniczki otaczając jej dłoń jasną poświatą, natychmiast wstała wierząc że teraz znajdzie wyjścieDookoła było pełno rupieci, pudła z książkami i butami, stare zabawki i pełno ubrań owiniętych fol, wyschnięte rośliny, meble i lustra w których odbijało się światło zapalniczki.
To niewątpliwie był strych, skosy zamiast ścian i potężne słupy podtrzymujące krokwie dachuprzypominały filary Panteonu, na samym środku pomieszczenia w drewnianej podłodze, znajdowała się wycięta drewniana klapa, na jej twarzy znowu pojawił się ten sam uśmiech z przed kilku minut gdy znalazła zapalniczkę. podeszła do wycięcia w podłodze lekko szarpiąc za kawałek wygiętego i przykręconego solidnie do niej pręta...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz