- Ostatnio jakaś Gal nawinęła mi mega schizowy temat. Pierdoliła coś o frajerze który sprzedawał szczęście na sztuki? Czaisz to? Stał po prostu i opierdalał ludzi z kasy za "szczęście". Beka z typa.
- Tee, co to było to szczęście ? Jakiś mocny hasz ? - spytała Cherie zeskakując z krawężnika.
- Miłość, podobno, nie wiem, nie znam się, zalatany jestem. Jakieś chujostwo zapewne.. - oboje wybuchnęli śmiechem.
* * *
- Trafiliście matkojebcy. Witajcie w piekle - zaśmiała się ponownie a zza niej wyszedł kudłaty.
- Kobyłko, kobyłko, gdzie żeś tam wlazła? - Spytał i odpalił papierosa. Mustang sięgnęła po niego i Santa zaczął spierdalać. Kudłaty Wosh biegł za nimi drąc pysk. Mustang tylko dziko się śmiała i wciąż powtarzała.
- Na koniec świata i w chuj dalej !
Cherie spojrzała za siebie. Tricky stał obok i patrzył z rozbawieniem w ich stronę.
- Pojeby... Idę obalić wino które przyniósł Santa, idziesz ? - Poruszył zabawnie brwiami.
- Tricky, nie dziś. Padam na ryj, widzimy się jutro. - Cherie zaśmiała się i skierowała się w stronę lekko skręconych schodów.
Tricky jako że był samotny, postanowił zgarnąć sobie jakąś gal po drodze po wino. Zobaczył jedną, siedziała w koncie, brunetka z włosami do ramion i kocim spojrzeniem wpatrywała się w niego. Uśmiechnął się. Wiedział że ta noc będzie długa..
Cherie pociągnęła za klamkę i weszła do sypialni która chyba jako jedyna nie była zadymiona. W rogu na półeczce przy łóżku świeciła się lampka nocna. Nad łóżkiem które stało na środku pokoju świeciły się kolorowe światełka choinkowe które odbijały swój blask na plakatach nad łóżkiem. W pokoju panował pół mrok. Nasza białogłowa bohaterka kochała klimat tego pokoju. Miał odrobinę spadzisty sufit, prawie niezauważalnie. Jedno duże okno za którym rozprzestrzeniał się dość spory balkon który był otoczony pędem winogron. Wiśnia podeszła do łóżka i po prostu rzuciła się na nie spadając na plecy tak że nogi nadal dotykały ziemi.
- Cześć - odezwał się głęboki męski głos. Blondynka rozejrzała się po pokoju lecz nikogo tam nie było.
- Pod łóżkiem - ponownie zabrzmiał dźwięk który przyprawiał ją o przyjemne dreszcze. Schyliła się żeby podciągnąć lekko narzutę i spojrzeć pod łóżko.
- Czekaj, nie zaglądaj.
Cofnęła dłoń.
- Jestem Brain, miło mi cię poznać.
* * *
Na dole impreza rozkręcała się. Tricky siedział z.. butelką wina w ręku, sam, na kanapie w salonie. Pociągnął nosem.
- Ej, Tricky, co się stało ? - Spytał jak zawsze troskliwy Santa.
- Nic mi w szyciiu nie zostało, tylko butelka z finem. - powiedział. Santa zamyślił się na sekundę po czym ryknął zaskoczony.
- ŁO STARY. CZYMASZ FINA W BUTELCE ?! - Mustang słysząc to przybiegła, a raczej przypatatajała do salonu, zabrała butelkę i zaczęła uciekać śmiejąc się złośliwie. Santa zaległ na kanapie obok Tricky'ego.
- Stary, mam taki burdel w głowie że zaraz mi się tam dziwki zalegną. - mruknął odpalając papierosa.
- O nią ci chodzi ? - spytał wskazując głową na pewną dziewczynę która właśnie patatajała z Mustang po pokoju.
Santa kiwnął głową i już się nie odezwał.
* * *
- Brain?
- Tak, Cherie?
- A co myślisz o końcu świata, wiesz, taki koniec w sensie że definitywnie. Nie mamy już nic tylko ciemność - Spytała Cherie leżąc na łóżku na wznak.
- Najmniej mówimy o tym o czym najwięcej myślimy. - odpowiedział głos spod łóżka. - Kiedy nie będzie już miejsc w piekle śmierć zamieszka na ziemi.
- Piekło jest puste i wszystkie diabły są tutaj - odpowiedziała zaciągając się papierosem.
- Szekspir ? - Blondynka wyobraziła sobie jak postać z pod łóżka marszczy właśnie brwi.
- No tak. Mój tatuaż. - zaśmiała się lekko przysypiając.
- Czekaj. Masz na nogach glany, widziałem je jak mignęły mi przed twarzą. Pachniesz zielonym jabłkiem. Masz wytatuowany cytat Szekspira. Kopcisz fajka za fajką. Klniesz. Gdzie byłaś kiedy byłem taki sam? - zaśmiał się.
- " Byłem " ? - spytała unosząc brwi.
- Tak, byłem. Teraz jest o wiele gorzej - mruknął spod łóżka.
Naglę narzuta materaca która zwisała swobodnie lekko się uniosła. Spod niej wydobył się dym. Na jej krawędzi zaginały się szczupłe, długie i przeraźliwie blade palce. Ręce na których widniało kilka tatuaży wyłaniały się bardziej sunąć po łóżku bliżej nóg dziewczyny. Kiedy prawie ich dotknęły przy łóżku pojawiła się równie blada i podłużna twarz i kruczoczarne długie włosy które opadały wzdłuż nagiego torsu. Na jego twarzy malował się uśmiech. Podniosła się na łokciach i spojrzała w jego stronę.
- Cholera - wymsknęło jej się i zamrugała kilkakrotnie. Był taki niewinny. Wyglądał jak anioł. Blady, upiornie uśmiechnięty anioł który miał tak demoniczne poglądy. Znów, przeklinając pod nosem spojrzała na niego. Klęknęła na łóżku.
- Powiedz coś ! - powiedziała szczerząc się.
- Ale co ? - odpowiedział chłopak.
* * *
- Wiśnia stwierdziła że idzie spać. No chuj, trudno. - Powiedziała smutno Mustang.
- A co od niej chcesz ? - zagadnął Santa.
- Kiedis się o nią pytał.
- Skąd my do chuja go znamy ? - Spytał Kudłaty jakby wyrwany z transu.
- Phhhhii ! Mnnie się pytasz ? - Mustang zamyśliła się na chwilę.
" Ej, ale racja. Skąd my go znamy ? "
Nagle do pokoju wszedł cholernie młody ciemnowłosy chłopak z niebieskimi oczyma i cylindrem ze szwami.
Skierował się w stronę Mustang.
- Cześć, to twoja impreza ?
Mustang spojrzała na niego i pisnęła wesoło. Kiwając głową przytaknęła.
- Oprowadzę cię ! - zawołała ochoczo i złapawszy go za rękę ruszyła w głąb domu.
Tricky i Santa grali w pokera, a że oboje byli wstawieni do takiego stopnia że trzymali karty w odwrotny sposób, do góry nogami i koszulką do góry to wyglądało to co najmniej komicznie.
" W końcu padną " pomyślała mijająca ich Mustang która właśnie zamykała za sobą i Ashbą drzwi od sypialni na parterze.